Zarejestruj się
Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Mija tydzień od momentu, gdy sezon biegowy 2020 zawalił się jak domek z kart.  W tym czasie kilka spraw się wyjaśniło, ale wciąż bardzo dużo pytań pozostaje bez odpowiedzi. W tym to najważniejsze: kiedy rozpocznie się normalny sezon w biegach z przeszkodami? Niestety, raczej nie stanie się to szybko.

Europa stała się epicentrum pandemii koronawirusa. Polski rząd, podobnie jak rządy wielu innych państw, wprowadza kolejne restrykcje z tym związane. Wprowadzany został nie tylko zakaz imprez masowych, ale i zgromadzeń powyżej 50 osób, zakazane jest prowadzenie działalności sportowej, czy zamykane są granice. Wszystko to mocno uderza w sport. Biegi z przeszkodami nie są wyjątkiem.

Od 12 marca organizatorzy odwołali i przenieśli na późniejszy termin 15 biegów i zawodów przeszkodowych, a w jednym przypadku zapisy na majowy bieg zostały wstrzymane. Nowej fali rewolucji w biegowym kalendarzu należy oczekiwać na przełomie marca i kwietnia.

Kolejne rządowe restrykcje zmierzające do ograniczenia kontaktów, co ma spowolnić rozwój epidemii sugerują, że taka sytuacja potrwa jeszcze wiele tygodni. Potwierdzają to głosy ekspertów. Wielu  z nich oczekuje utrzymania tych wszystkich ograniczeń przynajmniej do  końca kwietnia. Powoli to dociera do biegaczy, którzy wprawdzie są spragnieni startów, ale zdają sobie sprawę, że nie nastąpi to szybko.

A co sądzą organizatorzy? Ci z którymi rozmawialiśmy są świadomi powagi sytuacji, ale póki co nie chcą rezygnować z ani jednego zaplanowanego eventu. Dlatego na tę chwilę, jedyną rozważaną przez nich opcją w przypadku konieczności odwołania któregoś z biegów, są jego przenosiny na późniejszy termin. I to należy uznać za błąd. Już teraz można prognozować, że frekwencja na biegach z przeszkodami będzie dużo niższa niż w ubiegłym roku. Nie ma więc miejsca na wszystkie zaplanowane jeszcze przed epidemią biegi. Chyba, że ich organizatorzy chcą dopłacić do ich organizacji.

 

KATALOG RYZYK DLA BIEGÓW Z PRZESZKODAMI AD 2020:

RYZYKO ADMINISTRACYJNE – ryzyko utrzymania zakazów administracyjnych do końca kwietnia, a w przypadku dużych imprez sportowych jeszcze długo po tym, gdy epidemia w Polsce osiągnie swój szczyt.

NAKŁADANIE SIĘ TERMINÓW – obecnie jest zapowiedzianych ponad 100 różnych biegów i zawodów przeszkodowych. Jeżeli sezon wystartuje na początku maja i potrwa do połowy listopada to daje to średnio 3-4 eventy w jeden weekend. W drugiej połowie roku dodatkowo nałożą się one z licznie poprzenoszonymi na ten okres dużymi biegami płaskimi, w których także startuje przecież spora grupa przeszkodowców.

MAJ POD ZNAKIEM ZAPYTANIA – maj stoi pod znakiem zapytanie nie tylko z uwagi na ryzyko obowiązywania obostrzeń w organizacji biegów, ale także dlatego, że zapisy późno wystartowały, a epidemia koronawirusa całkowicie jest zatrzymała. Doskonale ilustruje to przykład pewnego organizatora, który w przypadku biegu ogłoszonego bardzo wcześnie osiągną poziom 74 proc. rejestracji, ale w przypadku biegu ogłoszonego przed dwoma tygodniami jest to zaledwie 14 proc.

WSTRZYMYWANIE SIĘ Z DECYZJĄ O ZAKUPIE PAKIETU – niepewność związana z epidemią koronawirusa i zamieszaniem wywołanym odwoływanymi i przenoszonymi biegami sprawi, że ludzie będą wstrzymywać się z decyzjami o starcie.

GOSPODARKA A WYDATKI NA SPORT – wprowadzone restrykcje w walce z epidemią koronawirusa bardzo negatywnie odbiją się na gospodarce, co już za chwilę wielu biegaczy odczuje w swoich portfelach. Wtedy wydatki związane ze sportem znajdą się na dalszym miejscu. Szczególnie, że koszt startu w biegu nie ogranicza się tylko do zakupu pakietu startowego, ale często musi uwzględniać jeszcze koszt dojazdu, a w wielu przypadkach również noclegu.

NIŻSZA FREKWENCJA – wszystkie wspomniane wyżej czynniki, w zestawieniu ze skróconym sezonem startowym, przełożą się na dużo niższą frekwencję niż w 2019 roku.

PARTNERZY BIEGÓW – spodziewane silne hamowanie wzrostu gospodarczego w Polsce może sprawić, że partnerzy i sponsorzy będą wycofywać się z dofinansowywania biegów. Szczególnie, że wielu z nich z wiązanych jest z branżą sportową. Rakiem wycofywać mogą się również samorządy, zmieniając priorytety wydatkowania posiadanych środków.

>>> Lista odwołanych biegów OCR z powodu koronawirusa <<<

Jakkolwiek spadek frekwencji na biegach z przeszkodami wydaje się w tym sezonie czymś nieuniknionym, to od samych organizatorów będzie zależało, czy zakończą go poobijani i z dziurą w budżecie. W tym miejscu trzeba powtórzyć za Grzegorzem Kitą (prezesem Sport Management Polska, przewodniczącym Polskiego Komitetu Sportów Nieolimpijskich oraz wiceprezesem Runmageddonu w latach 2017-2018), że organizatorzy przede wszystkim powinni zacząć od redefinicji celów na rok 2020 i elastycznie reagować na zmieniającą się rzeczywistość.

Kolejnym krokiem jest rozważenie odwołania niektórych biegów, żeby nie generować kosztów w przypadku niższej frekwencji. Przede wszystkim nie powinni oni jednak chować głowy w piasek, tylko być szczerzy wobec uczestników. Informować ich o prawach w przypadku odwołanego biegu z powodu koronawirusa, ale jednocześnie namawiać do wzięcia udziału w innym organizowanym przez siebie biegu lub gdy takowych nie ma, zaoferować mu w zamian voucher na 2021 rok (te działania można wspierać dodatkowymi rabatami na kolejne biegi).

Biegacze powinni natomiast zdawać sobie sprawę, że dla organizatora biegu, który już poniósł część kosztów związanych z przygotowaniem odwołanego eventu, zatrzymanie uczestnika jest sprawą priorytetową.  Niekiedy kwestią życia i śmierci.

Organizatorzy wśród narzędzi profrekwencyjnych mają jeszcze możliwość zamrożenia cen, na co np. wczoraj zdecydował się Spartan na Słowacji, a także rabaty i kampanie wizerunkowe. Te ostatnie mogą prowadzić w sieci ambasadorowi biegów lub osoby kojarzone z nimi. To szczególnie ważne jest teraz, gdy namawianie wprost do zapisywania się na biegi w maju i czerwcu, w momencie gdy sytuacja jest dość niepewna, może zostać źle odebrane.

Czytaj także:

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany