Zarejestruj się
Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Fala niepochlebnych komentarzy ze strony biegaczy z Czech wylała się w internecie po Runmageddon Gladiator Race Harrachov. Niektórzy wręcz zarzucali Polakom oszustwo na trasie. Doszło do tego, że do sprawy odniósł się sam szef Gladiator Race.

Zarzutów ze strony zawodników z Czech było naprawdę sporo. Krytykowano, że faktyczna długość trasy była znacząco dłuższa niż nominalna (w przypadku Hardcore 24 km vs. 21 km), co w tak wymagającym biegowo terenie, wymagało zupełnie innego gospodarowania siłami. Wskazywano na brak zabezpieczenia pod niektórymi przeszkodami (UFO, No Hands, Up and Over), czy na małą liczbę szczudeł, co generowało kolejki przed tą przeszkodą. Wyrażano również żal, że Runmageddon nie przywiózł do Harrachova swoich wymagających przeszkód.

OPEN po czesku OSZUSTWO

W największym stopniu jednak krytyka, mieszająca się z oburzeniem, dotyczyła zachowania biegaczy z Polski startujących w serii Open. Wytykano przede wszystkim niedozwolone pomaganie sobie na przeszkodach, co zostało zobrazowane poniższym zdjęciem.

Inni dyskutanci wskazywali wręcz na omijanie niektórych przeszkód, co w obu przypadkach zostało przez nich odebrane jako zwykłe biegowe oszustwo. W obu tych przypadkach krytyka spadła nie tylko na samych biegaczy, ale również na polskich wolontariuszy, którzy mieli przymykać oko na taki proceder.

Szef Gladiatora o całej sytuacji

Sprawa stała się na tyle głośna, że do całej sytuacji odniósł się Roman Šinkovský, dyrektor firmy Sportvisio, organizatora biegu Gladiator Race. W dyplomatycznym wpisie na profilu Gladiator Race wyjaśnił, że krytykowane zachowanie Polaków startujących w Open wynika… z innego podejścia do tej kategorii w Polsce, gdzie seria ta traktowana jest jako bieg dla zabawy. Zupełnie inaczej niż na Gladiator Race, gdzie Open to taka druga Elite, gdzie rywalizacja sportowa jest na pierwszym miejscu, a zawodnicy nagradzani w kategoriach wiekowych.

Kto ma rację?

Czeski “květen” oznacza polski “maj”, “čerstvý” to “świeży”, a “jahody” to “truskawki”. Na tej zasadzie można więc przyjąć wyjaśnienia szefem Gladiatora, że wszystkiemu winne jest inne podejście Czechów i Polaków do serii Open. Tyle tylko, że to nie zmienia faktu, że przynajmniej we wskazanych przez krytykujących przypadkach, zasady pokonywania przeszkód na Runmageddon Gladiator Race Harrachovo został złamane. A co Wy sądzicie o całej tej sytuacji?

Podsumowanie

Oczywiście krytyczne komentarze to pewien wycinek całości. Najgłośniej wybrzmiewający, dający do myślenia, ale jednak wycinek. Ze strony uczestników z Czech dużo było też pochlebnych komentarzy. Dlatego miejmy nadzieję, że Runmageddon i Gladiator Race nie zrezygnują z wspólnej organizacji biegów, wyciągną wnioski z tego co się stało i za rok powtórzą event w Harrachowie.

Fot. Biuro Prasowe Runmageddon

Przeczytaj także:

4 komentarze

  1. Krótki

    To, że przeszkody na RMG są słabo zabezpieczone to widać od dawna i dziwię się, że potrzeba do tego aż Czechów żeby media branżowe chwyciły temat.

    Odpowiedz
    • Redakcja

      W krytykowanych przez Czechów przypadkach akurat w większości to były przeszkody z Gladiator Race. Zgadzamy się natomiast, że na biegach w Polsce zdarzają się podobne sytuacje.

      Odpowiedz
  2. Andrzej

    Wystarczyło,aby RMG wyszedł za tak upragnioną od lat granicę,żeby to ,co u nas jest zgłaszane i sygnalizowane od lat organizatorowi – zostało obiektywnie zweryfikowane.Brak,lub marne zabezpieczenia pod przeszkodami i cyrki na trasie. Nie jestem już aktywnym zawodnikiem,ale obserwuję i widzę te same problemy od lat. Głównie chodzi o głuchotę org.

    Odpowiedz
  3. Michał

    Niestety RMG jedzie na tym, że pokazuje te biegi jako możliwe do przejścia dla każdego. Często w reklamach są teksty, żeby nie martwic się, że nie umiesz zrobić jakieś przeszkody bo na pewno ktoś ci pomoże.
    No i to jest ok, ale powinno obowiązywać tylko na intro, gdzie idziesz poznać trasę i swoje możliwości. Na innych formułach, gdzie prowadzona jest klasyfikacja przeszkody powinny być robione według ustalonych zasad. Dla tych co nie potrafią ich zrobić są burpees. A sprawa tych burpees to też parodia. Nie dość że ludzie nie robią ich poprawnie (padnij powstań) tylko jakieś wersje uproszczone (bardziej przypominające skłony) to jeszcze tną na ilości, a sędziowie nie reagują jakby mieli takie wytyczne. Bo najważniejsze żeby kanapowcy nie zniechęcili się zbyt ciężkim biegiem i wrócili. Niestety biznes jest biznes, a mamy takie czasy, że nawet w zawodach sportowych w większości biorą udział ludzie, którzy sportu nie uprawiają i im ma się podobać.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany