Spartan Race to marka globalna, ale czy wszędzie wygląda on tak samo? Na podstawie udziału w wyjątkowym biegu przeszkodowym w Stanach Zjednoczonych porównuję, jak różnią się edycje Spartana w Stanach, Europie Zachodniej i Centralnej. Od razu zdradzę, że pewne różnice są. Zwykle są to małe detale. Ale czasami nawet detale decydują o wszystkim.

Czy Spartan w swojej kolebce jest inny od edycji europejskich? Trochę tak. Drobne detale — ale niektóre robią dużą różnicę.

Porównanie opieram na jednym amerykańskim biegu, w którym brałem udział. Nie jest to więc uogólnienie ani statystyka, tylko konkretny przypadek zestawiony z tym, co znam z Europy. Porównuję trzy “filie” Spartana: Stany Zjednoczone, Europę Zachodnią (WEU) i Europę Centralną (CEU).

Czym jest Honor Series?

Na najdalszą przeszkodową wyprawę wybrałem się do Colorado Springs, gdzie odbywał się Honor Series Ultra. Znak rozpoznawczy tej serii to unikatowe medale (dla wszystkich dystansów), a sama idea — biegi odbywające się na terenach wojskowych — ma na celu uhonorowanie współczesnych wojowników. Często startują tu aktywni żołnierze i weterani. Warto poszukać filmów z udziałem osób, które na wojnach straciły nogę, ręce czy nawet obie nogi. Zmienia to perspektywę.

W ramach Honor Series najdłuższy dystans — Ultra — rozgrywany jest tylko raz w sezonie na całym świecie. Do tej pory odbyły się trzy takie edycje – wszystkie w USA. W Europie Honor Series ograniczają się do klasycznych dystansów (Sprint, Super, Beast), również z okolicznościowymi medalami, ale bez Ultra. Czy to się zmieni? Trudno powiedzieć. Wiadomo jedynie, że w 2026 roku Honor Series z Ultra po raz pierwszy odbędzie się poza USA — w Meksyku. Może to początek większej ekspansji.

Różnice między Spartanem w USA a Europą

Trasa i przewyższenia

Trudno porównać to ultra w którym startowałem z biegami w Europie. Amerykańskie edycje są bardzo zróżnicowane: od niemal płaskich po ekstremalne (jak Killington z przewyższeniami powyżej 5000 m). W Colorado Springs było “tylko” 1300 m przewyższeń na dystansie około 48 km. Idealne Ultra dla debiutantów. I rzeczywiście blisko 90 proc. uczestników stanowili biegacze z fali Open.

W Europie podobne profile mają tylko zawody w Londynie. Standardowo trasy ultra mają w Europie minimum 3000 m przewyższeń. W ostatnich latach najbardziej płaskie europejskie ultra było w 2022 roku w Vechecu — około 2200 m.

Kilka kadrów z przygotowań do startu i fragmenty z trasy poniżej:

Media społecznościowe i promocja biegu

W Europie już na miesiąc przed wydarzeniem rusza medialna machina: zapowiedzi, odliczanie, mapki, grafiki, relacje z budowy trasy, grafiki. Po zakończeniu biegu też sporo dzieje się w mediach społecznościowych. W USA – nic z tych rzecz. Jest cisza. Mapki i informacje są wysyłane mailowo, albo cicho aktualizowane na stronie zapisów. Może istnieją lokalne profile, jak w Europie, ale ja ich nie znalazłem.

Cena pakietu startowego i inne koszty związane z biegiem

Tu różnice są spore. Cena pakietu startowego na Spartan Race Ultra w naszej części Europy to około 120 euro (około 510 zł). W Europie Zachodniej kosztuje już 260 euro (około 1110 zł). W USA za taki sam bieg zapłacimy natomiast około 160 dolarów (około 590 zł). Podobne różnice są w cenach pozostałych dystansów. 

Zarówno w USA, jak i na zachodzie Europy cena, którą przyjdzie zapłacić jest wyższa od tej na stronie. Po drodze dochodzą różne dodatkowe opłaty rzędu 20-30 dolarów czy euro.

Płatny wstęp na miasteczko i teren biegu dla widzów/bliskich/kibiców. To chyba nie jest standard w USA. Domyślam się, że w tym konkretnym przypadku raczej wynikało z miejsca gdzie rozgrywany był bieg – czynna baza wojskowa. Kasia podpisywała “waiver” taki sam jak uczestnicy, plus płaciliśmy 25 dolarów (około 92 zł) za jej wstęp. Przy kupnie online opłata ta wynosiła 20 dolarów (około 74 zł).

Liczba uczestników

Ultra w Colorado Springs ukończyło niecałe 300 osób (wyniki jakie znalazłem nie pokazują liczby zapisanych czy ewentualnych DNF-ów). Niewiele jak na ultra. Podobna liczba finiszerów jest w Europie na biegu ultra w Andorze, ale tamten bieg jest nieporównywalnie trudniejsza. Bywałem na biegach gdzie ultra biegło 1000-1200 ludzi.

Beast w Colorado przyciągnął już 1300 osób, w Sprincie i Superze było po 2100 uczestników. W Europie również są biegi, które gromadzą tyle uczestników. Na Węgrzech słyszałem, że bywa po 7-8 tys. ludzi. Na moim pierwszym biegu w Krakowie, gdzie był tylko Sprint, uczestniczyło chyba 2500 osób.

Przedmioty obowiązkowe

W USA zalecają jedynie pojemnik na wodę. W Europie — obowiązek. We Francji, czy w Andorze, bez wymaganych rzeczy w ogóle nie wpuszczą nas na start. Przedmioty są dokładnie sprawdzane przed wejściem w strefę startową, a czasem ponownie na przepaku przy wyjściu na drugie okrążenie. 

Z ciekawostek: Amerykanie na przepak biorą wielkie plastikowe wiadra, tzw. drop bins i w nich przechowują swoje rzeczy, niektórzy mają nawet przenośne lodówki. Przepak – podobnie jak u nas jest całkowicie samoobsługowy. W Europie Zachodniej dostajemy firmowe torby (znacznie mniejsze niż wspomniane wiadra) i tylko w nich mamy przechowywać swoje rzeczy. Rok temu w Malino był wyjątek i każdy miał swoje bambetle w czym chciał. W Europie Centralnej zawsze spotykałem zadaszony przepak. W Europie Zachodniej i USA jest on pod chmurką.

Dodatkową obowiązkową rzeczą we Francji jest “Medical Certificate”, czyli zaświadczenie od lekarza, że nie mamy przeciwskazań do udziału w biegu. Bardzo ważna rzecz. Bez niej nie odbierzemy nawet pakietu startowego. Dobrze mieć minimum dwie wydrukowane kopie, bo jedną zabierają podczas rejestracji. 



Limity czasowe

Tu też mamy inne rozwiązanie. Zamiast mieć x godzin na dotarcie do checkpoint’u – masz znaleźć się na punkcie do konkretnej godziny. Bez względu na to, o której startujesz masz ukończyć dany etap np. do 17:00. Pierwszy raz spotkałem się z tym podejściem rok temu w Morzine. Im wcześniej startujesz, tym masz więcej czasu. Jeśli jest dużo fal to jest to nawet 30 minut różnicy. Godzina potencjalnego odpadnięcia jest liczona od startu ostatniej fali open. W Centralnej Europie jeszcze się z tym nie spotkałem, ale myślę, że to kwestia czasu bo Spartan unifikuje wszystkie zasady. 

Trasa, mapki i miasteczko

Oznaczenie trasy – czytelne, miejscami z obu stron otaśmowana. W USA — jednostki imperialne (mile). Grafiki i medale mówią, że ultra to 30 mil (50 km). Te 30 mil to 48 km i rzeczywiście około 47-48 km było. U nas jest to minimum 50 km i na cokolwiek poniżej trudno liczyć.

Mapka w USA była dokładna. Została opublikowana na 3-4 dni przed startem. Dokładniejsza niż Europie Zachodniej, ale mniej precyzyjna niż w Europie Centralnej. Profil mocno “podrasowany” graficznie – praktycznie płaska trasa ultra wyglądała na nim niezwykle groźnie i wymagająco. To jakie przyjmie się proporcje w pokazywaniu profilu może ogromnie wpłynąć na jego odbiór. 

Organizacja – standard, choć miasteczko mogło być nieco lepiej oznakowane. U nas jest czytelniej i łatwiej połapać się gdzie jest rejestracja, depozyt, prysznice, toalety czy przepak. Poza tym – nawet przy słabszym oznaczeniu – na miejscu wcześniej jest prezentowana mapka “festival area”.

Przeszkody

W USA mają przeszkody, których albo jeszcze nie ma w Europie albo powoli się pojawiają. Irish Table, Spartan Ladder, Helix, Box to kilka przeszkód, których w Europie jeszcze nie spotkałem. W Colorado z tej grupy był tylko Irish Table. Za to nie było europejskich nowości jak Tilting Ladders czy Athena Traverse.

Przeszkody są ustandaryzowane, co nie oznacza, że identyczne. Przeszkody różnią się detalami, jak np. chwytami, konfiguracjami.

Slip Wall – odpowiednik naszych “skośnych” – w wersji błotnej miał tak śliską linę, że na dwa podejścia pokonałem go raz. Ścianka Dunk Wall do zanurkowania była dmuchana. Chwyty wspinaczkowe na niektórych przeszkodach były plastikowe i niesamowicie wyślizgane, co utrudniało pokonanie przeszkody. Tyrolean Traverse – spartanowa “Ta jedyna” – była tak elastyczna, że zawodnicy o wadze powyżej 80 kg w pewnym momencie po prostu ciągnęli plecami po ziemi. Nie mam pojęcia, jak ją pokonał ktoś, kto ważyłby 95 kg i więcej. Na Multirigu ringi były metalowe. Inaczej skonstruowane były cele do włóczni – trzeba trafić w okrąg wycięty w płycie, a nie tak jak u nas, w jakąkolwiek część celu. Odległość do celu – bliżej niż w Europie Centralnej, ale dalej niż w Zachodniej. Tak więc różnice w przypadku niektórych przeszkód są drobne, jednak mogą zaskoczyć. 

Atmosfera

Ludzie – niesamowici. Pomocni, otwarci, uczynni, życzliwi. Wolontariusze na trasie potężnie zaangażowani i wspierający. U nas generalnie w tej materii jest podobnie. Niezapomniane rozmowy na trasie.

Nie widziałem sędziów… Na przeszkodzie jeden wolontariusz i tyle. Jak przy przeszkodzie był punkt z wodą to na nim stał wolontariusz, który jednocześnie obstawiał przeszkodę. Jak ktoś spadł z przeszkody szedł na pętlę karną. Nie widziałem osób próbujących omijać zasady. Wolontariusze mieli na punktach z wodą również toalety. Niektórzy biegacze z nich korzystali. Ale to nie był standard. Na jednym punkcie – chcąc sam zaglądnąć – usłyszałem “not for runners”

Podsumowanie

Standaryzacja biegów spod znaku Spartan Race to spora wartość. Wiesz mniej-więcej co Cię czeka. Różnice są, ale zazwyczaj są one bardzo drobne. Na Spartana — gdziekolwiek na świecie — można w zasadzie jechać “w ciemno”.

Fot. Jerzy Rojkowski & Spartan

Przeczytaj inne artykuły tego autora: