Zarejestruj się
Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Twórcy Vikings Run pod koniec 2020 roku mocno postawili na rozwój rodzącej się u nas sceny ninja. Wykonali krok, który wyprzedził konkurencję o kilka długości i wyznaczył kierunek.

Eventy z cyklu Ninja Run nawiązują wiernie do Ninja Warrior, jednocześnie mając kilka rzeczy, które wg mnie stanowią o tym, że jest to coś nawet ponad to telewizyjne show. Każdy kto chce spróbować sił na tym specyficznym torze przeszkód, zobaczyć jak to jest lub trenować akonto występu w Ninja Warrior Polska, powinien rozważyć udział w zawodach Ninja Run.

Atmosfera

To jest niesamowite show i emocjonalny rollercoaster. Reakcje widzów i doping podczas Ninja Run są prawdziwe, nie montowane czy dyrygowane zza kulis. Jest i rywalizacja, i wsparcie. Każdy mierzy się ze sobą i torem. Są profesjonalne światła, oprawa wizualna i dźwiękowa. Emocje przed startem są porównywalne do tych w programie (uczestniczyłem w 1. edycji Ninja Warrior Polska). Pozwala to oswajać się mentalnie z tego typu startem.

W Ninja Run III, którego eliminacje odbyły się w Płocku w dniach 30 kwietnia – 2 maja, dopracowano oprawę wizualną, będącą wcześniej już i tak na poziomie niespotykanym nigdzie indziej. Przeszkody i zawodnicy są podświetleni kolorowymi światłami, konstrukcje i podesty błyszczą ledami, wprowadzono też podwyższony podest startowy, gdzie można poczuć się jak na czerwonym dywanie Polsatu.

Przeszkody

Ninja Run to 100% ninja. Większość aktualnych polskich wydarzeń z “ninja” w tytule to zawody bazujące na OCR: począwszy od przeszkód typowych dla biegów przeszkodowych po crossfitowe dodatki, noszenia, air bike’i czy burpeesy. Na Ninja Run jesteś tylko Ty i przeszkody. To znaczy nie tylko – są jeszcze NIESAMOWICI kibice i polska społeczność ninja.

Konstrukcje różnią się od OCR przede wszystkim skalą. Wiernie odtwarzają trudność tych z programu, są wysokie i nie liczy się tylko samo ich przejście, ale też i zejście czyli tzw. “dismount”. Zeskoczysz za blisko, dotkniesz materaca “wody”  i próba jest niezaliczona. Ewentualne upadki są bardzo dobrze zabezpieczone materacami.

W zakończonej w majowy weekend edycji (Ninja Run III – eliminacje) można było zmierzyć się z szarfami, nową bezimienną przeszkodą siłowo-techniczną z pięciokątami, Fly Wheels, Broken Bridge, Podwójną Latającą Wiewiórą, ciekawą wariacją Cliffhangera i Krzywą Ścianą w dwóch wersjach.

Zgodnie z przewidywaniami najwięcej kłopotów sprawił Broken Bridge czyli sekwencja czterech podwieszonych wałków. W oryginale wszelkie tego typu przeszkody w programie są wykonane z ciężkich materiałów, a liny podtrzymujące są ukośne. Tu mieliśmy lekkie elementy i pionowe liny. Spowodowało to, że nawet czołowi polscy ninja mieli tu ogromne trudności, a piszący artykuł właśnie tu zakończył oba starty.

Jak to wygląda możecie zobaczyć w krótkiej relacji ze startów autora w 3. edycji 🙂

Przeszkody są zróżnicowane i nie skupiają się wyłącznie na sile chwytu i rąk. Są ułożone na wzór programu: jest trochę szybkości, zwinności, dynamiki i równowagi. Spotkacie najbardziej znane z show przeszkody jak Fly Wheels, Wingnuts (Motylki), Spodki, Płyta Główna, Flying Bar, Latająca Wiewióra, równowagę do tej pory sprawdzały Spinning Log i Broken Bridge.

W przyszłości spodziewać się można Salmon Ladder, Floating Boards, Peg Cloud, Time Bomb czy Cliffhangera z przelatywaniem. Nie zdziwiłbym się gdyby w przyszłości twórcy zmieścili w swojej hali przeszkody wielkości “wspinaczki na komin” i ich trudniejsze wersje: “Invisible ladder” czy “Elevator climb”… Patrząc na wykonane w tej edycji Fly Wheels można spokojnie stwierdzić, że możliwości techniczne organizatorów są właściwie nieograniczone.

Czasem konfiguracje przeszkód są bardziej wymagające niż w programie. Przykładem są Spodki z drugiej edycji Ninja Run, oddalone o 180-200 cm, podczas kiedy w programie było to 150 cm. Moją krótką relację z drugiej edycji możecie zobaczyć tu:

Do dalszych etapów niezbędna jest bardzo dobra technika lache (loty na 2,5-3 m nie są rzadkością), świetna równowaga i dynamika oraz oczywiście technika przeszkodowa i wytrzymałość siłowa. Półfinały i finały poziomem trudności są bliskie programowi, a może i nawet trudniejsze.

Organizacja i zasady

Przeszkody eliminacyjne są znane przed rozpoczęciem zawodów. Nie wolno jednak ich testować przed startem, jedynie po zakończeniu imprezy mamy możliwość się trochę pobawić. Karty są stopniowo uchylane przed zawodami, prezentowane wizualizacje bardzo wiernie oddają to co zobaczymy na torze. W przypadku półfinału i finału (odbędzie się on 8 maja) większość przeszkód pozostaje tajemnicą.

Zawody dzielą się na eliminacje, półfinał i finał, rozgrywane podczas dwóch weekendów. W eliminacjach mamy dwa podejścia do toru i po 2 próby na każdą przeszkodę. W półfinale mamy dwa podejścia do toru, ale już tylko po jednej próbie na każdej przeszkodzie, a w finale jedno podejście i jedną próbę.

Dodatkowo, do zdobycia głównego trofeum, wymagane są czyste przejścia wszystkich etapów. Jeśli co najmniej jedno przejście było czyste i dochodzimy do mety finału mamy okazję powalczyć o główne trofeum. Jeśli w każdym z dwóch przejść z czegoś spadliśmy, powtarzaliśmy i ukończymy finał to “tylko” wygrywamy zawody, a 12-metrowa lina i Hełm Wikinga zaczekają do następnej edycji.

W 3. edycji wprowadzono dodatkową rampę o wysokości 5 m. Nie ma obowiązku podejmowania próby i można od razu lecieć na stojącą obok 4-metrową wersję. Pokonanie “piątki” (co zrobiło tylko 2 zawodników) “z urzędu” gwarantuje udział w półfinale bez względu na czas pokonania toru. Dla porównania Mega Wall w programie, w zależności od edycji, ma od 5,25 do 5,5 m. Zobacz: Jaką wysokość ma “Krzywa ściana” w Ninja Warrior?

Każdy kto chce zapisuje się, płaci i może wziąć udział i przeżyć coś wyjątkowego, bez wysyłania zgłoszenia, castingów i telewizyjnego sita. Koszt udziału to 150-160 zł za wszystkie etapy. Im dalej więc dojdziemy tym taniej 😉

Czy zrobić by było jeszcze lepiej?

Na pewno kontynuować to co jest: kapitalne przyjęcie podczas podpisywania list startowych, zasady, klimat, oprawę, zasady i oczywiście przeszkody.

Z mojego punktu widzenia wydaje mi się, że można by rozważyć postawienie dodatkowego sędziego lub kamery przy najbardziej newralgicznych miejscach, jak np. wyjątkowo trudny zeskok z “wałków” gdzie dostrzeżenie muśnięcia “zakazanego” materaca lub jego braku decydowało o dalszym udziale uczestnika.

W przypadku – świetnie dobranej – muzyki dałbym ją jednak troszkę ciszej, bo często w rozmowach między uczestnikami trzeba było do siebie krzyczeć, trudno też było usłyszeć doping.

Impreza ze wszech miar godna polecenia!

Podsumowanie

Każdy kto myśli o ninja, dobrze żeby udał się do Płocka, nawet jeśli – jak w naszym przypadku – oznacza to blisko 800 km podróży. Te kilka minut spędzone na torze jest niezapomniane, atmosfera nieprzekazywalna, doświadczenie bezcenne. Początkujący mogą zobaczyć jak to jest, a najlepsi trenować szybkość i ryzykowne przejścia.

Przeczytaj także:

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany