Spragnienie sportowych wyzwań? Co powiecie na GRAVmageddON? To propozycja dla miłośników rowerów, jazdy terenowej i pięknych krajobrazów. To rowerowy ultramaraton po górach.

Do całej kolekcji wszelakich “…geddonów” w 2021 doszedł kolejny – GRAVMAGEDDON.  To rowerowy, gravelowy – a więc szutrowy – ultramaraton po górach.

Czym jest rowerowy ultramaraton? Nie ma jednak konkretnej definicji. Umownie to “wyrypy”, których dystans rozpoczyna się od stu kilkudziesięciu do nawet półtora tysiąca kilometrów.

Jest kilka wspólnych elementów które je łączą. Przede wszystkim – formuła self suport – czyli mniej lub bardziej egzekwowana samowystarczalność na trasie. Z racji tego, że każdy z tych ultramaratonów ma określone ograniczenie czasowe (niektóre nawet do 200 godz.) wymagają od użytkowników logistyki  związanej z organizacją wyścigów, żywieniem, ewentualnymi naprawami  sprzętu. Zasada jest jedna – wszyscy muszę mieć RÓWNE szanse i każda pomoc zewnętrzna jest niezgodna z regulaminem.

Chcesz przenocować? To zadzwoń i załatw sobie nocleg z trasy. Chcesz jechać w czystych ciuchach? To je sobie wypierz albo kup nowe. Jesteś głodny? Kup sobie jedzenie w sklepie, a nie zjedz kanapki z którymi stoi żona przy trasie. Zepsuł ci się rower? Naprawiasz sam na trasie lub zjeżdżasz z trasy i robisz to w ogólnodostępnym serwisie, a po całej operacji wracasz na trasę w tym samym miejscu w którym zjechałeś.

Oczywiście współpraca i pomoc pomiędzy uczestnikami jest przeważnie mile widziana, choć są takie wyścigi gdzie jest ona bezwzględnie zabroniona. Podobnie jak np. jazda “w drafcie” (tzn. “na kole” – triathloniści i kolarze wiedzą o co cho).

Jak wszyscy sobie zapewne zdają sprawę, z uwagi na długość trasy jej oznakowanie jest niemożliwe. Tu z pomocą przychodzi oczywiście technologia – uczestnicy otrzymują od organizatora cyfrowy ślad przejazdu w postaci pliku gpx i nawigują po nim przy użyciu swoich urządzeń. Dodatkową atrakcją jest również to, że każdy z uczestników posiada tzw. tracker, który pokazuje jego pozycję na trasie przez cały wyścig.

Ostatnie kilka lat to rozkwit imprez w tej formule. Na rok 2022 skromne szacunki mówią o blisko 40-tu imprezach ultra w samej tylko Polsce. Podczas gdy ultramatony szosowe (Bałtyk – Bieszczady Tour, Bałtyk-Karkonosze Tour) mają długoletnią tradycję, tak ultra w formule MTB (bardziej wymagającej bo terenowej) po długim okresie niebytu, odrodziły się w roku 2019 za sprawą Carpatii Divide, która choć miała dopiero trzy edycje jest już kultowa: 640 km i 17 tys. m przewyższenia w limicie 180 godz. Ten rowerowy ultramaraton, czy jak nazywają go sami organizatorzy “bikepackingowy maraton”, rozpoczyna się w Ustroniu (Beskidy) i prowadzi przez Tatry, Pieniny w sam róg Polski w Bieszczady.

Wzrost popularności ultramaratonów zbiegł się w branży rowerowej z rozwojem segmentu rowerów gravelowych – a więc rowerów przeznaczonych do jazdy po stosunkowo zróżnicowanej nawierzchni – drogach szutrowych (stąd “gravel”), drogach leśnych czy asfaltowych. Są to w BARDZO dużym uproszczeniu z wyglądu takie rowery szosowe z szerszymi (terenowymi) oponami.

Mając powyższe na względzie, nie trzeba było długo czekać na pierwszy rowerowy “gravelowy” ultra. W 2020 odbyła się pierwsza Pomorska500 i kilka innych ultra po szutrze (głównie). Z innych warto wspomnieć Great Lakes Gravel, Sudovia Gravel czy Wanoga Gravel.

Pomysł na Gravmageddon narodził się w głowie Mariusza Lickiewicza w roku 2020 po ukończeniu przez niego pierwszej edycji Carpatii Divide. Mariusz to doświadczony organizator wyścigów pracujący przy organizacji wyścigów własnych, jak również cykli wyścigów – m.in. Via Dolny Śląsk czy Kaczmarek Electric MTB.

Gravmageddon pierwotnie wcale nie miał być ultra górskim lecz wręcz przeciwnie – totalnie płaską wyrypą po Borach Dolnośląskich – regionie gdzie wjeżdżając w las jesteśmy w stanie przejechać kilkaset kilometrów minimalizując kontakt z cywilizacją. Jak to zwykle bywa – życie weryfikuje plany i z racji tego, że region południowo-zachodniej części województwa dolnośląskiego był totalnie białą plamą, jeżeli chodzi o ultra rowerowe, naturalnym było wypełnienie tej luki. Tak narodził się GRAVmageddON – Karkonosze Izery Gravel Race.

Dlaczego GRAVmageddON? Pomysł na nazwę wziął się z wyrażenia “GRAV ON”, a więc w szerszym ujęciu “graveluj”… czyli “szutruj”… jeździj po szutrze. Chłopaki mówią też “wypad na szutry!!”. I to wcale niekoniecznie rowerem gravelowym sensu stricte. W naturalny sposób dopełnienie do nazwy samo wskoczyło w środek i powstał GRAVmageddON. Tym bardziej okazało się to spójne logicznie, bo trasa jaka powstała, okazała się rzeczywiście trasą zasługującą na końcówkę “..geddon”.

Głównym architektem i konstruktorem trasy jest Łukasz Biederman – od urodzenia związany z regionem.  To jego znajomość okolic pozwoliła na wyciśnięcie z nich optymalnego przebiegu trasy. Kilka miesięcy objazdów dało trasę KOMPLETNĄ.

Założenie organizatorów od początku było jasne. Karkonosze, Góry Izerskie, Rudawy Janowickie to region, o którego najpiękniejszych miejscówkach słyszał każdy, lecz niestety nie każdy miał okazję tu być. Takie kultowe miejsca jak: “Samolot”, Wysoki Kamień, Zakręt Śmierci, Góra Szybowcowa, Perła Zachodu, Kolorowe Jeziorka plus kilkadziesiąt innych, organizatorzy wpletli w 350-kilometrową pętlę o przewyższeniu blisko 8 tys. metrów.

Dla “gravelowców” mniej wyjeżdżonych, przygotowali również pętlę krótszą – 130 kilometrów z przewyższeniem prawie 3 tys. metrów. A na edycję 2022 przebąkują coś o trzecim jednodniowym dystansie dla początkujących ultrasów.

Jako chyba jedyny organizator rowerowych ultra w Polsce złamali konwencję i wkomponowali  w przebieg trasy dwa “pitstopy”, spełniające podwójną rolę – bufetów z wodą, owocami, słodyczami oraz przepaków – a więc czegoś co jest znane głównie na ultra biegowych, a także podziału kategorii na rowery MTB i gravelowe.

Organizacja startu poszczególnych dystansów to również pewnego rodzaju innowacja. Z racji zróżnicowania limitów: dystans 350 km – 60 godz., dystans 130 km – 36 godz., starty zaplanowano na dwa dni. W 2021 roku dystans długi wystartował w piątek 6 sierpnia. Dystans krótki równo 24 godz. po nim. Jak się okazało, limity czasowe były dobrane perfekcyjnie – podczas gdy zwycięzca dystansu 350 km zameldował się na mecie już po 20 godz. 40 min. To ostatnim dwóm uczestnikom zajęło to prawie dokładnie 60 godz. Z dystansem 130 km najwolniejsi uczestnicy poradzili sobie w trochę ponad 17 godz.

GRAVmageddON, zdaniem opiniotwórczych środowisk polskiego rowerowego ultra, jak też kolarskiej blogosfery oraz uczestników, dzięki trasie, perfekcyjnej organizacji, atmosferze przed- i postartowej, a także dzięki świadczeniom dla zawodników, wdarł się na podium imprez. Niektórzy twierdzą nawet, że bezapelacyjnie wygrał w kategorii.

W przyszłym roku GRAVmageddON odbędzie się w dniach 5-7 sierpnia 2022 roku. W tym samym miejscu – start i meta w Szklarskiej Porębie, przy malowniczym dworcu Szklarska Poręba Górna. Zapisy na tę imprezę już ruszyły. Tu znajduje się link do zapisów.

Więcej informacji o GRAVmageddON można znaleźć na stronie internetowej gravmageddon.pl lub na profilu rowerowego ultra na Facebooku.

Fot. Gravmageddon, Mariusz Lickiewicz

(na podst. mat. pras.)