Zarejestruj się
Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Kolejny tydzień i kolejne OCRowe wyzwanie. Ponownie udałem się na południe Polski, aby sprawdzić się na trasie Biegu Herosa. Tego dnia były dostępne aż 4 warianty (nordic walking, klasyczny bieg, bieg z przeszkodami oraz piwna mila). Wszystkie, z wyjątkiem piwnej mili i biegu dla dzieciaków, odbywały się na dystansie około 7 km. Jak na fana OCR przystało – mój wybór padł na formułę Lisy Pustyni (7 km z 15 przeszkodami), a moimi wrażeniami podzielę się z Tobą w poniższych akapitach.

Przeszkody, choć nie one były najważniejszym punktem

Ze swojej perspektywy, przeszkody oceniam jedynie jako miły dodatek do trasy, która “sama w sobie” jest bardzo trudna i wyczerpująca. Były ścianki, równoważnia, trochę tarzania pod drutami kolczastymi, porodówka, przenoszenie wiader czy spacer z pieskiem. Jednym słowem wszystko, aby dodatkowo upodlić się i jeszcze bardziej zmęczyć.

Jeżeli ktoś szukał technicznych przeszkód czy imponujących konstrukcji – mógł się nieco zawieść.

Trasa z zakwasami w gratisie

Osobiście, już po pierwszych kilkuset metrach zdałem sobie sprawę, że prawdziwym wyzwaniem wcale nie są przeszkody, a sama trasa, która z wyjątkiem krótkiego biegu w strudze rzeki, cały czas prowadzi przez piach. Luźny, nieubity i sypiący się piach.

Jeżeli kiedykolwiek zdarzyło Ci się biegać po plaży – to teraz wyobraź sobie 7 km takiego biegu. Praktycznie bez cienia i z minimalną ilością wody.

Warunki pogodowe też dały się we znaki

O ile tydzień temu, podczas Masakratora w Rybniku, można było uświadczyć zarówno słońca, jak i deszczu – tym razem pogoda była spójna. Czytaj: konsekwentnie grzało przez cały bieg. Chwilowe schronienie dała jedynie przebieżka przez strugę płynącej wody.

Co na mecie (a w zasadzie przed)?

Pakiety startowe oceniam na plus. Były w nich napoje, galaretka w tubce, paczki chusteczek, zniżki i… medal. Zakładam, że znalazł się on tam z uwagi na obostrzenia, przez które organizator zrezygnował z tradycyjnego wręczania medali tuż za linią mety.

Dodatkowo, każdy z zawodników mógł się posilić sałatką, a na chcących dodatkowo się schłodzić i wykąpać – czekał wóz strażacki.

Z uwagi na nietypowy charakter tego biegu – polecam go każdemu. Czasami warto sprawdzić się w dość nietypowych i mniej OCRowych okolicznościach. Sam z pewnością zamelduję się na kolejnych edycjach, ale na razie biorę przerwę od biegania – minimum na tydzień.

Mateusz Winkler – na co dzień zwiększa sprzedaż tekstem spełniając się w roli profesjonalnego copywritera (MateuszWinkler.pl) oraz organizuje LEGENDARNY bieg z przeszkodami – Vikings Run. W czasie wolnym startuje w OCRach, mając nadzieje, że kiedyś uda mu się ukończyć bieg bez robienia karnych burpees’ów 😉

Czytaj także:

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany