Zarejestruj się
Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

W listopadzie zapytaliśmy organizatorów 7. biegów oraz szefa OCR Polska o przyszłość biegów z przeszkodami w Polsce. Dziś, gdy pandemia koronawirusa wysadziła w powietrze sezon 2020, ponownie stawiamy to pytanie organizatorom.

Jak będzie wyglądał rynek biegów przeszkodowych w Polsce po pandemii? Czy wszyscy przetrwają? Co z frekwencją? I kiedy spodziewacie się pierwszy biegów?

Pytanie wysłaliśmy do Hero Run, Spartan, Masakrator, Runmageddon, Barbarian Race, Armagedon Active, Runaway, Hunt Run, Biegun, Bieg Morskiego Komandosa, Survival Race i Jacka Kozickiego, prezesa Stowarzyszenia OCR Polska. Otrzymaliśmy 8 z 12 odpowiedzi. W całości cytujemy je poniżej. Dziś pierwsza cześć odpowiedzi (kolejność przypadkowa).

Grzegorz Kuczyński (Hero Run):

Rynek biegów z przeszkodami rósł bardzo dynamicznie przez ostatnie 2-3 lata. Widzieliśmy jak na naszych oczach powstawało wiele fajnych biegów. Już zaczynaliśmy (moim zdaniem zbyt wcześnie) rozmawiać o tym, czy rynek jest już biegami OCR przesycony… Te dyskusje trwały do marca 2020. Pandemia zmieniła wszystko, dosłownie! Jeszcze kilka tygodni temu wielu z nas, organizatorów miało nadzieję, że od lipca czy sierpnia będziemy mogli witać zawodników na startach. Teraz już wiemy, że to były mrzonki. Czy uda się uratować wrzesień? Bardzo wątpię. Być może od października uda się pod pewnymi ograniczeniami coś zrobić, zakładając limit uczestników.

Moim zdaniem już 2020 przyniesie ograniczenie liczby biegów. Nie jest możliwe, aby wszystkie planowane tegoroczne imprezy się odbyły, nawet gdyby jesienią była taka możliwość. Dojdą jeszcze większe problemy, których być może teraz nie dostrzegamy. Ograniczenia finansowania, odejścia sponsorów. Rok 2021 będzie bardzo trudny.

Myślę, że zmieni się też podejście samych organizatorów. Wielu z nas robiło swoje wydarzenia inwestując swoje pieniądze, bo zależało nam aby były, po prostu. Wielu z nas robiło to na styku opłacalności. I to się zmieni. Pakiety będą mniej “wypasione”, z tym należy się liczyć.

Jeżeli chodzi o Hero Run, czekaliśmy do ostatniej chwili, ale już wiemy, że w lipcu nie da się tego zorganizować. Patrząc na nasz kalendarz (Fundacji Białystok Biega) w tym roku w ogóle nie będziemy w stanie tego zrobić, niestety. Hero Run to ogromne zaangażowanie czasowe, ale też finansowe. Nie mając gwarancji finansowych, bo sponsorzy znaleźli się w równie trudnej sytuacji oraz biorąc pod uwagę ograniczenia frekwencyjne, o czym pisałem wcześniej, nie widzę możliwości organizacji wydarzenia. Mamy też inne zobowiązania związane z naszymi pozostałymi wydarzeniami, których chcemy dotrzymać. Niestety nie jesteśmy w stanie zorganizować w ciągu 2-3 miesięcy 4 imprez na wysokim poziomie.

Fabian Sowiński (Spartan Poland):

Niewątpliwie jest to trudny okres dla organizatorów biegów (zarówno tych z przeszkodami, jak i ulicznych). W przesuwaniu wydarzeń najważniejsze są kwestie finansowe, logistyczne, prawne a nawet… nastroje społeczne. Dlatego trudno w chwili obecnej mówić o jakichkolwiek terminach czy frekwencji.

Poniesione zostały już inwestycje: chociażby na medale i koszulki. Warto zauważyć, że ten problem dotyka nie tylko branży biegowej. Na przełożone na następny rok Euro 2020 wyprodukowano tony towarów dla organizatora i sponsorów. Aby nie zostały “przemielone” – co byłoby ogromną stratą finansową oraz obciążeniem dla środowiska – mówi się, że impreza odbędzie się pod starym logo. Wielu organizatorów ma także określone koszty stałe, które ponosi bez przerwy, a jednocześnie nie odnotowuje żadnych wpływów w postaci sprzedaży biletów.

Na bieżąco musimy śledzić doniesienia, a także przewidywania (na przykład spekulacje o drugiej fali pandemii na jesieni). W przypadku marki globalnej jaką jest Spartan, czy nawet regionu CEU, mówimy o krajach, z których każdy ma inną politykę dotyczącą organizowania większych imprez, przemieszczania się wewnątrz, przekraczania granic, czy potrzeby kwarantanny/izolacji społecznej. Nasi najbardziej zaangażowani biegacze podróżują po całym regionie i kontynencie, poszukując nowych doświadczeń lub wyników sportowych.

Największą przeszkodą mogą być kwestie mentalne. Oczywiście, że biegacze siedząc w domu tęsknią, ale to jednak coś innego niż gotowość do przełamania się by się zapisać i wziąć udział w wydarzeniu oddalonym o kilkaset kilometrów z setkami innych uczestników.

Jako marka jesteśmy na bieżąco z naszymi fanami. Organizujemy „biegi wirtualne”, dając możliwość wspólnego treningu. Odnotowujemy ogromne zainteresowanie w całej Europie. Frekwencja uczestników z Włoch i Francji oscyluje w okolicach 3500, a z Niemiec przekroczyła 1000.

Przyszłość branży? Pozostaną z pewnością marki mające płynność finansową i zaplecze. Powinni być to najwięksi oraz globalni gracze, ale kryzys pokaże, czy nie są to „kolosy na glinianych nogach”. Paradoksalnie mogą przetrwać także najmniejsi. Organizatorzy biegów lokalnych to nierzadko hobbyści, którzy robią małe biegi dla siebie i kilkudziesięciu osób, więc utrzymują się z innych źródeł.

Mariusz Ziach (Masakrator):

Wydaje się, że rynek biegów w Polsce po pandemii będzie zmasakrowany: brak dofinansowania samorządów (albo cofnięte), brak sponsorów (albo się wycofali), zmniejszona frekwencja – nie tylko z powodu kumulacji przeniesionych imprez, ale również w obliczu powszechnych problemów finansowych i poczucia niepewności o jutro. Być może nadal będzie się utrzymywać psychoza strachu – będą osoby, które z obawy przez zakażeniem przez jakiś czas nie zdecydują się na starty…

“Czy wszyscy przetrwają?” – to raczej pytanie retoryczne. Na chwilę obecną raczej należałoby spytać: “kiedy ten koniec pandemii?” albo raczej “kiedy zakazy zostaną zniesione?”. Jeszcze kilka miesięcy temu można było przywiązywać wagę do tego, co zapowiedziane, ustalone, ale teraz już raczej wypada być powściągliwym w tej kwestii.

Póki co, nie załamujemy rąk, nie czekamy biernie, co los przyniesie – staramy się dostarczać motywacji do bycia aktywnym organizując wirtualne rywalizacje. W pierwszej edycji VIRTUAL MASAKRATOR, gdzie możliwość biegania była ograniczona, wystartowało ponad 60 osób. Trwa kolejny challenge, gdzie jeszcze bardziej sprecyzowaliśmy kryteria wyłaniania i nagradzania zawodników najszybszych zawodników Elite.
Na 18 lipca przenieśliśmy edycję w Rybniku, która miała się odbyć pierwotnie 19 kwietnia. Wydaje się, że mniejsze zawody są bliższe dotrzymania terminów (o ile nie polegną w konfrontacji z ekonomicznymi realiami) niż imprezy powyżej 1000 osób, a zwłaszcza biegi masowe, gdzie jednocześnie startują tysiące biegaczy.

Jacek Kozicki (OCR Polska):

Wszyscy jesteśmy głodni biegów przeszkodowych. Mam wrażenie, że po zezwoleniu na organizacje tego typu imprez, z frekwencją nie powinno być problemu. Jednak każdy z nas jest inny. Będą tacy, co „obskoczą” dwa biegi na weekend, ale też tacy którzy ostrożnie będą się przyglądać dalszemu rozwojowi wypadków.

Większych problemów upatrywałbym w obozach organizacyjnych. Kilkumiesięczny przestój i niepewna przyszłość to czynniki negatywnie wpływające na utrzymanie struktur organizacyjnych, a także przygotowanie, planowanie i wdrażanie strategii marketingowej, sprzedażowej, czy lojalnościowej konkretnego organizatora biegów. Sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Również partnerzy w postaci władz lokalnych, jak i sponsorów mogą mniej chętnie wspierać inicjatywy z pogranicza sportu i rozrywki.

Kiedy pierwsze biegi? Nie będę przewidywał. Pewny tylko jestem, że kiedy tylko zostaną zdjęte obostrzenia rządowe, kalendarz szybko wypełni się po brzegi.

Czytaj także: Przyszłość biegów z przeszkodami w Polsce? Organizatorzy odpowiadają: będzie dobrze!

Jedna odpowiedź

  1. Dariusz

    O imprezach masowych w tym roku to mysle ze można tylko pomarzyć. Chyba ze wprowadzą jak u naszych sąsiadów 90 osob na bieg ktory jest podzielony na kilka dni przez co jest mozliwosc startu wiekszej ilosci osob.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź do Dariusz Anuluj odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany