Zarejestruj się
Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Moje 5. miejsce wywalczone w kategorii Elite na Mistrzostwach Europy OCR w Danii jest więcej warte niż mistrzowski tytuł w wiekówce – powiedział mi Robert Bandosz, piąty zawodnik Mistrzostw Europy OCR na krótkim dystansie, Mistrz Europy w kategorii wiekowej 25-29 lat na dystansie standardowym, czołowy polski zawodnik OCR i ambasador biegu z przeszkodami Adrenaline Rush. Z Robertem rozmawiałem nie tylko o biegach z przeszkodami, ale też o sporcie w jego życiu, speedrowerze, pieniądzach i adrenalinie.

 

Jesteś czołowym zawodnikiem biegów przeszkodowych w Polsce. Masz za sobą świetny start na Mistrzostwach Europy OCR w Danii, gdzie osiągnąłeś największy sukces wśród Polaków. Powiedz, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z biegami z przeszkodami?

Interesowałem się biegami z przeszkodami od samego początku, od kiedy pojawiły się w Polsce. Pierwszym biegiem był Runmageddon w Warszawie. Był to rok 2014. Można więc powiedzieć, że jestem prekursorem biegania przeszkodowego w kraju. I tak naprawdę od tamtego czasu biegam regularnie, sezon w sezon. Przynajmniej  10 imprez rocznie mam na swoim koncie.

Co Cię przyciągnęło do tych biegów?

Myślę, że w dużej mierze adrenalina. Zawsze byłem od adrenaliny uzależniony. Nigdy nie paliłem papierosów, w ogóle nie piłem alkoholu, więc padło na sport. W biegach OCR dochodzi jeszcze czynnik fizyczny i wszechstronność. Gdy byłem małym chłopcem marzyłem, żeby ktoś stworzył taką dyscyplinę, która będzie sprawdzała wszystkie aspekty sprawności.

…sprawdzi, kto jest najlepszy na podwórku?

Dokładnie. Gdy na podwórku rywalizowałem z kolegami, udawało mi się wygrywać i marzyłem, żeby właśnie powstała taka dyscyplina. No i pojawiły się biegi z przeszkodami, które są dla mnie trochę taką realizacją młodzieńczych marzeń. Nawet kiedyś z chłopakami mieliśmy taką sytuację, że wpadliśmy na ogródki działkowe, żeby wyzbierać sąsiadowi jabłka. Tyle tylko, że sąsiad okazał się być mega wysportowanym facetem. Uciekaliśmy przez płoty, przez garaże, przez krzaki. On jednak złapał wszystkich. Wszystkich, tylko nie mnie.

I to był ten pierwszy sukces OCR-owy pomimo, że OCR-ów jeszcze nie było.

Zgadza się (śmiech). I wówczas sobie pomyślałem, że fajnie byłoby gdyby ktoś zorganizował taki bieg, że trzeba uciekać przez garaże, przez płoty itp.

Sport w Twoim życiu nie pojawił się jednak dopiero w 2014 roku. Jesteś z nim związany od dawna.

Pochodzę z bardzo sportowej rodziny. Dziadek był kulturystą i gimnastykiem sportowym. Potrafił na imprezie rodzinnej zrobić 300 pompek i powiedzieć, że już kończy, bo się znudził! Mama była niezłą sprinterką i grała w tenisa. Byłem więc skazany na sport.

Najpierw była piłka nożna, którą uprawiałem do 14-go roku życia. Później próbowałem swoich sił m.in. w badmintonie, lekkoatletyce, tenisie stołowym. Wciągnął mnie jednak speedrower. Dla tych co nie wiedzą, to taki żużel na rowerach. Miałem niezłe wyniki. Jednak któregoś dnia, dość przypadkowo, trafiłem na nabór do szkółki żużlowej w Zielonej Górze i… jako jeden z nielicznych się dostałem. Miałem wtedy 15 lat.

W Zielonej Górze żużel to było marzenie każdego chłopka. Taka lokalna religia.  Żużel to była czysta rywalizacja i adrenalina. Kochałem ten sport. Niestety 2 lata później miałem wypadek. Diagnoza lekarzy w Szkocji była przerażająca: będzie Pan do końca życia chodził o kulach. Dla mnie brzmiało to jak wyrok i doprowadziło do całkowitej depresji.

Dziś nie wiem, czy słowa wypowiedziane przez lekarzy, dały mi tak dużą motywację do walki, czy oni tak dobrze wykonali operację, ale postanowiłem się nie poddawać i regularnie ćwiczyłem nogę. I się udało. Chodzę, biegam. Sport wyciągnął mnie też z depresji. W Szkocji wróciłem do uprawiania speedrowera.

Speedrower był największą pasją w moim życiu. Dzięki niemu poznałem moją żonę Aleksandrę. Zdobyłem też kilka medali Mistrzostw Polski i drużynowych Mistrzostw Polski w Ekstralidze. Jeździłem też na Wyspach Brytyjskich, gdzie nota bene dostałem  dożywotnie zawieszenie za bójkę podczas meczu.

Mieszkając jeszcze w Szkocji zainteresowałem się crossfitem, który wtedy w Polsce był jeszcze nieznany. To jednak nie był sport dla mnie. Fizycznie nie dla mnie. Mam kilka defektów, jak skrzywienie pleców, nierówne kończyny, co wykluczało mnie z dźwigania dużych ciężarów.

Wróćmy do biegów i ostatnich Mistrzostw Europy OCR w Danii. Dla wielu bardzo kontrowersyjnych, jeżeli chodzi o nagromadzenie ilości przeszkód na trasie biegu. Jak Ty je oceniasz?

Mistrzostwa oceniam bardzo na plus. Ja nie oczekuję po OCR-ach sprawdzania się pod kątem stricte biegowym. Oczekuję coraz to lepszych, coraz bardziej wymyślnych, przeszkód. One nie musza być nawet super trudne. Ważne, żeby zabierały sporo czasu. Ważne, żeby sprawdzały siłę i wszechstronność zawodnika. Dlatego też w naszym biegu Adrenaline Rush, staramy się stawiać takie przeszkody, które absorbują czasowo.

O Adrenaline Rush jeszcze porozmawiamy, a teraz wróćmy do mistrzostw.

Co do samych mistrzostw, to patrząc szczególnie z punktu widzenia dziewczyn, przeszkody były jednak zbyt wymagające. Może nie tyle nawet zbyt wymagające, co ich rozmieszczenie spowodowało, że były one niemożliwe do przejścia. Naprawdę do tej pory nie zdarzyło mi się jeszcze w życiu, żebym do jednej przeszkody podchodził więcej niż 2-3 razy. W Danii do ostatniej przeszkody na trasie podchodziłem 8 razy. I wówczas, siedząc na niej dobre 25 minut zrozumiałem, że to nie ja jestem w niedyspozycji, ale te zawody zostały tak zaplanowane, że są one mega ciężkie. No i nie dziwię się, że dużo osób było niezadowolonych z tego powodu. Ale z drugiej strony, wszyscy mieli równe warunki i wszyscy się przygotowywali. W tym miejscu każdy musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie, czy chce biegać biegi z przeszkodami, czy chce po prostu biegać.

Powiedziałeś, że oczekujesz coraz lepszych i bardziej wymyślnych przeszkód na biegach. One powinny dla zawodników być niespodzianką? Czy raczej ten katalog przeszkód powinien być standardowy, żeby zawodnicy mogli na treningach uczyć się najsprawniejszego i najszybszego ich pokonywania?

Sądzę, że element zaskoczenia na biegu z przeszkodami jest ważny. Jest on w stanie sprawdzić, jak “kompletny” jest zawodnik, a nie jak dobrze wytrenował tę przeszkodę. O czym mówię. Powstaje coraz więcej parków, gdzie można trenować przechodzenie przeszkód. Natomiast wystarczy zmienić jeden element, jedną pałkę i niektórzy kompletnie się gubią. Biegi z przeszkodami powinny sprawdzać nasze umiejętności planowania i myślenia. Gdy wpadamy na przeszkodę to nie idziemy „na pałę”, tylko gdzieś układamy sobie w głowie plan przejścia przeszkody. Tworzymy taką wizualizację. Rzadko kto w OCR trenował gimnastykę. Ale mogę podpowiedzieć, że wizualizacja wykonania akrobacji, jest tak naprawdę jednym z głównych elementów tej dyscypliny. Każdy gimnastyk, który wykonuje daną akrobację, bez wykonania wstępnej wizualizacji ma małe szanse na jej zrobienie. Ja podobnie podchodzę do przeszkody. Zawsze sobie wyobrażam, jak ją pokonam. Jak ja to zrobię. Szybka analiza. Szybkość wykonywania działań. To jest bardzo ważne.

Czyli trening OCR powinien uczyć wszechstronności, a nie sposobu pokonywania konkretnych przeszkód, a bieg tę wszechstronność weryfikować?

Dokładnie tak. Na tym ten sport polega. Wiadomo, niektóre przeszkody są uniwersalne, ponadczasowe. One mogą być na każdym biegu. Ale ten element zaskoczenia również powinien być.

Czy z OCR-ów można wyżyć?

Jeżeli teraz porzuciłbym swoją pracę i chciał żyć tylko z biegania, to byłoby to bardzo skromne życie. Pewnie tym stwierdzeniem zaskoczę wiele osób, które sądziły, że nie ma absolutnie możliwości wyżyć z OCR w Polsce. Fakt, nagród pieniężnych tu nie ma. To co mam, to zasługa głównie sponsorów, którzy dostarczają mi catering żywieniowy, napoje i w praktycznie nieograniczonej ilości suplementy, odzież i obuwie. To niewyobrażalnie wiele. Nie muszę się o nic martwić. Dużo osób myśli, że to spada z nieba i sponsorzy sami mnie chcą wspierać. Jednak absolutnie tak nie jest. Po prostu dobrze wykorzystałem fakt zdobycia tytułu Mistrza Europy, przeprowadziłem dziesiątki spotkań, wykonałem setki telefonów i wysłałem tysiące maili – i wcale nie wyolbrzymiam.

To czym oprócz biegania zajmuje się Robert Bandosz?

Prowadzę własny klub w Sierpcu. Zajmuję się prowadzeniem ludzi zarówno pod względem dietetycznym, jak i sportowym. Jest to taka bardzo kompleksowa opieka. Klient, który do mnie trafia może być pewien, że zajmę się nim od “stóp do głów” i zmienię jego dotychczasowy komfort życia. Ponadto dosłownie u siebie w domu mam aptekę i z tego też powodu od dłuższego czasu bardzo mocno interesuję się suplementacją i farmacją.

Jesteś też ambasadorem biegu Adrenaline Rush w Radotkach pod Płockiem. Dlaczego ten bieg? Czym on się wyróżnia?

To była ciekawa sytuacja. Było to dla mniej duże zaskoczenie, gdy przyjechał do mnie Pan Mieszko i Łukasz z propozycją wejścia w projekt nowego biegu. Wtedy byłem jeszcze ambasadorem Runmageddonu. Dałem sobie 2 miesiące, żeby zobaczyć jak to wszystko się potoczy. Po pierwszym biegu byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. I się zdecydowałem. W przypadku Adrenaliny mam realny wpływ na to, jak ten bieg się kształtuje, jak będzie wyglądał. Mam wpływ na niektóre przeszkody. Cały czas staram się podpowiadać co można ulepszyć, co można zmodyfikować. I to wszystko, ten realny wpływ na bieg zdecydowały, że rozstałem się z Runmageddonem, i związałem się z Adrenaline Rush.

Pod koniec września, podczas Adrenaline Rush Gold Autumn, na zawodników czekać będą jakieś niespodzianki?

Z pewnością zobaczymy jakieś niespodzianki przeszkodowe. Aczkolwiek teraz już będziemy się starali zwiększać frekwencję i robić profesjonalne show przeszkodowe. W pierwszych biegach chcieliśmy zaskoczyć tym, ze zawody są dopięte pod każdym względem. Najlepiej świadczy fakt, że trudno znaleźć inny bieg OCR, który na 10 wytycznych OCR Polska, spełni bardzo dobrze 8. U nas na ostatnim biegu niemal wszystko zagrało. Wszystko było dopięte na ostatni guzik pod względem organizacyjnym, przeszkodowym, finansowym, nagród dla zawodników. I myślę, że na tym to wszystko polega. Jak się coś robi z pasji i ma się przede wszystkim odpowiednich ludzi, to powstaje naprawdę dobry bieg.

Na Adrenaline Rush oczywiście Cię zobaczymy. A jakie masz plany na dalszą część sezonu?

Będę skrupulatnie realizował to, co sobie założyłem jeszcze przed Mistrzostwami Europy OCR w Danii. Całkowicie porzucam wszystkie długie dystanse. Wszystko powyżej 8-10 km idzie w odstawkę. Nie jestem do tego stworzony. Męczy mnie to. Sprawia zbyt małą radość. Dlatego koncentruję się na krótkich dystansach i na zawodach typu Barbarian Arrow.

Czyli gdzie zobaczymy Cię jeszcze w tym roku?

Wystartuję na Mistrzostwach Polski OCR w Gdyni na krótkim dystansie. Na Adrenalinie. Tutaj akurat na dystansie 10 km, bo będą tam lepsze przeszkody. A na koniec wystartuję na krótkim dystansie w kategorii Elite na Mistrzostwach Świata w Londynie.

A co w przyszłym roku?

Wszystko co krótkie. Short dystans. Mistrzostwa Polski, Mistrzostwa Europy i Mistrzostwa Świata. Mam też w planach starty za granicą. Interesują mnie krótkie dystanse z trudnymi przeszkodami. No, ale co z tych planów wyjdzie…

Przyszłoroczne Mistrzostwa Europy OCR, które odbędą się w Gdyni, to chyba będzie taka Twoja priorytetowa impreza?

Chciałby za rok w Gdyni powtórzyć mój sukces z Danii i zająć w Elicie miejsce w pierwszej piątce. Oczywiście dużo osób mówi mi, co to jest za cel TOP5, skoro z Danii sporo naszych zawodników (ja również) przywiozło medale w kategoriach wiekowych. Od razu chciałbym tu wyjaśnić: porównanie kategorii wiekowej do kategorii Elite jest żadne. Ja zdaję sobie sprawę, że jestem Mistrzem Europy OCR w kategorii wiekowej 25-29 lat na standardowym dystansie. I uważam to za sukces. Ale mimo wszystko, 5. miejsce wywalczone w kategorii Elite jest dla mnie znacznie, znacznie ważniejsze. I nie można porównywać czasów, jakie się osiągnęło w dwóch innych kategoriach. Jeżeli ktoś biegnie w kategorii Elite, to znaczy, że czuje się na siłach walczyć z najlepszymi. Jeżeli ktoś wybiera kategorię wiekową, to znaczy, że jeszcze nie dorósł mentalnie do rywalizacji na najwyższym poziomie, skoro już przy zapisie wybiera kategorię wiekową zamiast Elite. (Wyjątkiem są oczywiście nastolatkowie i starsze kategorie wiekowe, które ze względu na możliwości biologiczne nie są w stanie rywalizować na tak wysokim poziomie jak np. faceci w sile wieku… choć i tu są wyjątki!) I mimo, że ktoś w wiekówce ma lepszy czas, to nie można tego w żaden sposób porównywać.

W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć sukcesu za rok w Gdyni.

Rozmawiał Marcin Kiepas

 

Czytaj także:

  1. Jaro Bieniecki: Rumageddon mój widzę ogromny
  2. Szczechla: moim marzeniem jest wystartować w Barbarian Race

2 komentarze

    • Marcin Kiepas

      Dla Ciebie, dla mnie i pewnie dla wielu innych. Po Mistrzostwach Polski OCR w Gdyni opublikujemy inny wywiad, tym razem ze znaną zawodniczką OCR, i ten wątek też się pojawia 🙂

      Odpowiedz

Zostaw odpowiedź do Mariusz Anuluj odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany